Dzień Dorosłego Dziecka czyli opowieść o 3 komórkach

2017-05-23
Dzień Dorosłego Dziecka czyli opowieść o 3 komórkach
Z okazji Dnia Dziecka mamy dla was coś specjalnego. Jedyną w swoim rodzaju bajkę utrzymaną w mrocznych klimatach akcesoriów mobilnych. Opowieść, która ze względu na swój humor jest zdecydowanie skierowana do dojrzałego czytelnika. Miłej lektury!


Dawno, dawno temu w odległej galaktyce… tzn. za siedmioma górami, za siedmioma lasami mieszkały trzy komórki… telefony komórkowe znaczy... No cóż, nikt nie mówił, że to będzie typowa bajka. Ehm… Tak więc mieszkały trzy komórki. I choć z pozoru wszystko mogło wyglądać jak… no jak w bajce, to jednak okolica, w której przyszło im żyć była daleka od ideału. Internet słabo odbierał, place zabaw nie spełniały norm BHP, a w pobliżu nie było ani jednej Biedronki. Ani jednej! Jak sami widzicie, było to mroczne, zapomniane przez Boga miejsce.

Mimo to nie wszyscy uważali, że zadbanie o własne bezpieczeństwo to sprawa priorytetowa. Nasze bohaterki również nie do końca zgadzały się w tej kwestii. Pierwsza z komórek uważała, że jakakolwiek ochrona jest niepotrzebna. Druga, co prawda, chroniła swój ekran ale uznała, że folia ochronna całkowicie wystarczy. Trzecia nie była taką optymistką jak jej koleżanki i zdecydowanie postawiła na szkło hartowane. Cóż, jak to w życiu bywa, każda decyzja niesie za sobą pewne konsekwencje.

Zwykło się mówić, że nieszczęścia chodzą po ludziach. Okazuje się, że po smartfonach także. W tym przypadku nieszczęście przybrało postać tajemniczego jegomościa.


PUK! PUK! PUK!

- Proszę otworzyć drzwi, policja.
- Ale ja nic nie zamawiałam.
- To policja, a nie pizza. Policji się nie zamawia.
- A Halinka mówiła, że jak miała panieński to jej zamówili policjanta. Miał czapkę, kajdanki i taką wielką pa...
- To nie był policjant! A teraz proszę otworzyć, sprawa jest.
- No już, już…

Niestety nie był to policjant (nawet taki od Haliny), a sceny, które rozegrały się w mieszkaniu pierwszej z komórek były zbyt drastyczne by je tu opisać. Jednak plotkowano o nich przez lata. Mówiono, że jej obudowa była porysowana gorzej niż kolorowanka niezbyt uzdolnionego dziecka, a wyświetlacz rozlał się tak, że nawet Noe nie byłby w stanie uratować się z tej powodzi.


Złoczyńcą odpowiedzialnym za powyższą makabrę był Pająk. Łotr nazwany tak przez organy ścigania z racji pajęczyny, którą zostawiał na ekranach swoich ofiar. Oczywiście dla takiego niegodziwca jak on jedna roztrzaskana komórka to za mało. Dlatego udał się do mieszkania kolejnej potencjalnej zdobyczy. Jednak nauczony doświadczeniem Pająk postanowił odrobinę zmodyfikować swój dotychczasowy modus operandi (trudny termin, do sprawdzenia w Google, żeby nie było, że bajka Was niczego nie nauczyła) i tym razem podszyć się pod strażaka.


PUK! STUK! TŁUK!

- Proszę otworzyć, straż pożarna.
- Ale ja nic nie zamawiałam.
- Co wy z tym zamawianiem?… Straży pożarnej się nie zamawia.
- A Halinka mówiła, że jak miała panieński to jej zamówili strażaka. Miał kask, kombinezon i takiego wielkiego węż...
- To nie był strażak! I co do cholery jest nie tak z tą Haliną?
- Nowoczesna kobieta. Żadnego zawodu się nie boi.
- Ehhh… nieważne. Dostaliśmy zgłoszenie, że czuć od Pani gazem.
- Wypraszam sobie. Ja się kąpie codziennie!
- Że u Pani w mieszkaniu czuć!
- Ale ja też sprzątam codziennie.
- Ehhh… Dobrze. Od kuchenki gazowej daje. Rozumie Pani? OD KUCHENKI!
- No niech się Pan nie denerwuje. Już otwieram...

W taki oto sposób historia się powtórzyła. I mimo że Pająk, musiał się trochę bardziej namęczyć żeby uszkodzić ekran, to ostatecznie folia ochronna nie miała z nim szans. Rozochocony kolejny sukcesem niczym dziecko na gwiazdkę, wyruszył na swoje łowy raz jeszcze. Ponownie zmieniając przebranie i żywiąc wielką nadzieję, że tym razem trafi na mniej irytującą ofiarę. Albo przynajmniej kogoś kto nie zna Haliny.


PUK! KLUK! BRZDĘK!

- Proszę otworzyć, poczta.
- Ale ja nic nie zamawiałam…
- Poczty się nie!… A nie, pocztę można zamówić…
- No. Pamiętam jak Halinka mówiła, że jej na panieński zamówili listonosza.
- Cholera… Niech zgadnę, miał dla niej wielki pakunek?
- Nie.
- Nie?
- Nie. Wielką torbę miał.
- NIEWAŻNE! Proszę otworzyć, list ze spółdzielni mam.
- Oj już dobrze...

Mogłoby się wydawać, że i tym razem wszystko skończy się tak samo. Smartfon zniszczony, a sprawca zbiegł. Jednak czym byłaby bajka bez happy endu? Dzięki szkłu hartowanemu trzecia komórka przetrwała, a z nią ważne dane, które pomogły w rozpoznaniu napastnika. Wkrótce potem Pająk został ujęty, a komórka działała długo i szczęśliwie!… Aż jej nie padła bateria.

Morał tej opowieści jest dość łatwy do odgadnięcia - szkło hartowane może uratować życie Twojego telefonu! Aha, i nie bierz przykładu z Haliny...

Strona korzysta z plików cookie w celu realizacji usług zgodnie z Polityką dotyczącą cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do cookie w Twojej przeglądarce.
Zamknij
pixel